Zerwał ze mną śmieszne 2 tygodnie temu. Początkowo myślałam, że będzie okej. Przyjęłam to do siebie, zresztą od dobrych kilku miesięcy miał mnie głęboko w dupie i ograniczał kontakt ze mną do minimum, więc w zasadzie dużo się pod względem mojego planu dnia nie zmieniło, odebrał mi tylko nadzieję na jakieś plany.
Myślałam więc, że w porządku, cierpienie po stracie nie będzie takie złe. 2 lata poszły w piz##, ale pierwsze 1,5 roku było szczęśliwe. Nie mam mu za złe, znudziłam mu się, przestał mnie kochać - co miał zrobić, no zerwał. Szkoda tylko prawie roku robienia mi nadziei na zmianę, jakiegoś ukrywania się, odkładania mnie na dalszy plan. Przez prawie rok byłam w piramidzie jego wartości dużo niżej niż koledzy, czasem zdaje mi się, że nawet delikatnie niżej niż alkohol, ale tego nie jestem pewna.
Schudłam, żeby może zwrócić jego uwagę spowrotem na siebie. Nie podziałało. Próbowałam też go olewać, żeby wiedział jak się czuję, jak to jest nie mieć w nikim oparcia - nie podziałało. Może nawet było mu to na rękę, bo dałam mu spokój. Tylko po co tak długo ciągnął ten związek?
Jak już mówiłam, myślałam, że będzie w porządku, nie załamię się po stracie. Gdy dowiedziałam się, że ze mną zerwał - byłam spokojna. Nie powiedziałam nikomu. Może tłumiłam to w sobie, ale jeśli tak, to całkiem dobrze mi to szło. Teraz minęły 2 tygodnie od zerwania a ja zaczynam czuć się z tym coraz gorzej. Zaczęło docierać do mnie, że on tak na poważnie. Wcześniej po prostu nie mogłam w to uwierzyć.
Jebać wszystko. On był dla mnie wszystkim.
Witaj w moim świecie.
Pierdolę marzenia. Bo mogę.
wtorek, 12 lipca 2016
wtorek, 24 maja 2016
Jestem dowodem na to, że z tego nie da się uciec. Dlaczego nie mogę być dowodem na to, że można być silnym, że życie jest spoko i tak dalej? No po prostu nie mogę.
Jakiś czas temu pisałam, że wyszłam z tego, że jest dobrze, że jestem teraz pewniejsza siebie i się ogarnęłam. Gówno prawda.
Może przez parę miesięcy czułam się dobrze. Znaczy, heh, dobrze. Może trochę gorzej niż "ujdzie", ale jakoś się trzymałam, walczyłam.
A teraz znowu boję się sama siebie bo na wiadomość "jaka piękna pogoda!" w głowie mam "a może by tak zabić się w tę piękną pogodę?".
Jakiś czas temu pisałam, że wyszłam z tego, że jest dobrze, że jestem teraz pewniejsza siebie i się ogarnęłam. Gówno prawda.
Może przez parę miesięcy czułam się dobrze. Znaczy, heh, dobrze. Może trochę gorzej niż "ujdzie", ale jakoś się trzymałam, walczyłam.
A teraz znowu boję się sama siebie bo na wiadomość "jaka piękna pogoda!" w głowie mam "a może by tak zabić się w tę piękną pogodę?".
Ja pierdolę.
poniedziałek, 27 lipca 2015
Wiecie co? Wiecie, kurwa, co?
Gdy czytam tego bloga bierze mnie taka cholera, że sobie tego nie wyobrażacie.
Wyszłam z tego. Oj, wyszłam. Czuję się całkiem dobrze. Parę blizn zostało, nie mam nadgarstków jak tyłek niemowlaka, ale żyję. I bardzo się z tego powodu cieszę.
Wiecie jak czułam się w czasie zakładania tego bloga, w czasie pisania tych kilku, idiotycznych, pustych i bezwartościowych postów? Jak gówno, jak coś co nie istnieje, jak pusty karton. Byłam tylko jebanym workiem mięsa, bez niczego w środku. Uśmiechałam się sztucznie, nie wychodziłam z domu, nie cieszyłam się. Nawet nie chciałam.
Wiecie, czemu nie chciałam się nikomu tym blogiem chwalić? To miał być taki pamiętnik, którego nie zgubię, ale do którego nikt nie miał mieć dostępu. Może nie do końca. Po prostu nikt, kto mnie zna, nie powinien go czytać. Nie chciałam, by ktokolwiek wiedział, co miałam w głowie. A co miałam? Jebane myśli samobójcze? Niby dlaczego?
Gdybym mogła się wtedy zwrócić do kogoś o pomoc. Nie kurwa, nie. Dlaczego? Przez pierdoloną modę na pseudosmutne nastolatki, nie tylko w internecie - w szkole, na ulicach, wszędzie. Wiedziałam, że nikt nie potraktuje mnie poważne. Tfu. Ja nawet sama się tak nie traktowałam. Wiecie co robiłam? Wmawiałam sobie, że tylko sobie ubzdurałam jakąś kurwa depresję, że pewnie tylko jakoś mimowolnie popłynęłam z modą. Ale ja nie w internecie się chlastałam, tylko na żywo, nie miałam myśli samobójczych tylko na asku czy na blogu, tylko faktycznie. I nie chciałam od nikogo pomocy, bo wiedziałam co mnie spotka - wszyscy pomyślą, że kolejna szuka uwagi, bo tak, bo modne. PRZEZ PIERDOLONE, SMUTNE ASKI I BLOGI ZNISZCZYŁAM SOBIE 2 LATA Z ŻYCIA, KTÓRE MOGŁY BYĆ MOIMI NAJPIĘKNIEJSZYMI. Nie, te blogi mnie nie zasmucały. Bardzo mocno mnie śmieszyły, nie traktowałam ich poważnie. Ale bardzo poważnie traktowałam reakcje ludzi na osoby, które takie rzeczy wrzucały - ja zresztą miałam taką samą. Ale wiedziałam, jak potraktują mnie inne osoby - skojarzą mnie z jakimiś pseudodepresyjnymi obrazkami i wyśmieją, zamiast pomóc - ja zresztą też nie traktowałam wtedy problemów poważnie - i swoich, i czyichś.
A ja nie spałam po nocach bo płakałam i cięłam się po nogach, rękach, chciałam się zabić.
Dziękuję wam, po prostu dziękuję za to, że przez waszą durną zabawę czy nudy przez 2 lata zmagałam się z czymś, czego NIKOMU nie życzę i nie mogłam nikogo poprosić o pomoc.
____
Niby z tego wyszłam. Czuję się dobrze, ponad rok jest ze mną nie najgorzej. A jak widzicie, właśnie napisałam o tym posta. To wraca i pewnie jeszcze długo będzie się za mną ciągnąć. Jak mogliście mi to zrobić?
Gdy czytam tego bloga bierze mnie taka cholera, że sobie tego nie wyobrażacie.
Wyszłam z tego. Oj, wyszłam. Czuję się całkiem dobrze. Parę blizn zostało, nie mam nadgarstków jak tyłek niemowlaka, ale żyję. I bardzo się z tego powodu cieszę.
Wiecie jak czułam się w czasie zakładania tego bloga, w czasie pisania tych kilku, idiotycznych, pustych i bezwartościowych postów? Jak gówno, jak coś co nie istnieje, jak pusty karton. Byłam tylko jebanym workiem mięsa, bez niczego w środku. Uśmiechałam się sztucznie, nie wychodziłam z domu, nie cieszyłam się. Nawet nie chciałam.
Wiecie, czemu nie chciałam się nikomu tym blogiem chwalić? To miał być taki pamiętnik, którego nie zgubię, ale do którego nikt nie miał mieć dostępu. Może nie do końca. Po prostu nikt, kto mnie zna, nie powinien go czytać. Nie chciałam, by ktokolwiek wiedział, co miałam w głowie. A co miałam? Jebane myśli samobójcze? Niby dlaczego?
Gdybym mogła się wtedy zwrócić do kogoś o pomoc. Nie kurwa, nie. Dlaczego? Przez pierdoloną modę na pseudosmutne nastolatki, nie tylko w internecie - w szkole, na ulicach, wszędzie. Wiedziałam, że nikt nie potraktuje mnie poważne. Tfu. Ja nawet sama się tak nie traktowałam. Wiecie co robiłam? Wmawiałam sobie, że tylko sobie ubzdurałam jakąś kurwa depresję, że pewnie tylko jakoś mimowolnie popłynęłam z modą. Ale ja nie w internecie się chlastałam, tylko na żywo, nie miałam myśli samobójczych tylko na asku czy na blogu, tylko faktycznie. I nie chciałam od nikogo pomocy, bo wiedziałam co mnie spotka - wszyscy pomyślą, że kolejna szuka uwagi, bo tak, bo modne. PRZEZ PIERDOLONE, SMUTNE ASKI I BLOGI ZNISZCZYŁAM SOBIE 2 LATA Z ŻYCIA, KTÓRE MOGŁY BYĆ MOIMI NAJPIĘKNIEJSZYMI. Nie, te blogi mnie nie zasmucały. Bardzo mocno mnie śmieszyły, nie traktowałam ich poważnie. Ale bardzo poważnie traktowałam reakcje ludzi na osoby, które takie rzeczy wrzucały - ja zresztą miałam taką samą. Ale wiedziałam, jak potraktują mnie inne osoby - skojarzą mnie z jakimiś pseudodepresyjnymi obrazkami i wyśmieją, zamiast pomóc - ja zresztą też nie traktowałam wtedy problemów poważnie - i swoich, i czyichś.
A ja nie spałam po nocach bo płakałam i cięłam się po nogach, rękach, chciałam się zabić.
Dziękuję wam, po prostu dziękuję za to, że przez waszą durną zabawę czy nudy przez 2 lata zmagałam się z czymś, czego NIKOMU nie życzę i nie mogłam nikogo poprosić o pomoc.
____
Niby z tego wyszłam. Czuję się dobrze, ponad rok jest ze mną nie najgorzej. A jak widzicie, właśnie napisałam o tym posta. To wraca i pewnie jeszcze długo będzie się za mną ciągnąć. Jak mogliście mi to zrobić?
środa, 2 lipca 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
wtorek, 22 kwietnia 2014
Jak zjebać swoje samopoczucie w 5 krokach.
1. Zaprzyjaźnij się.
2. Czuj się pewnie, zaufaj.
3. Nie czuj specjalnej potrzeby do rozmawiania o tematach dość intymnych.
4. Znajdź się w sytuacji w której tego nie unikniesz, ale nie przeszkadza Ci to.
5. Dowiedz się, że przyjaciel nie toleruje twojej orientacji.
Co z tego, że mu to wcale nie przeszkadza, skoro mam tą świadomość, że gdyby mnie nie znał wcześniej, skreśliłby mnie na starcie za orientację?
2. Czuj się pewnie, zaufaj.
3. Nie czuj specjalnej potrzeby do rozmawiania o tematach dość intymnych.
4. Znajdź się w sytuacji w której tego nie unikniesz, ale nie przeszkadza Ci to.
5. Dowiedz się, że przyjaciel nie toleruje twojej orientacji.
Co z tego, że mu to wcale nie przeszkadza, skoro mam tą świadomość, że gdyby mnie nie znał wcześniej, skreśliłby mnie na starcie za orientację?
wtorek, 8 kwietnia 2014
niedziela, 23 marca 2014
środa, 5 marca 2014
Nie lubię romantyzmu. Stereotypowych idealnych związków i innych takich. Ale to... to słodkie:
Dziewczyno! Chcesz być idealna?! Rób to: 1.Dotykaj jej talii. 2. Rozmawiaj z nią. 3. Podziel się z nią tajemnicą. 4. Daj jej swoją bluzę. 5. Całuj ją powoli. 6. Przytulaj ją.7. Trzymaj ją. 8. Śmiej się z nią. 9. Zapraszaj ją wszędzie. 10. Akceptuj jej przyjaciół. 11. Uśmiechaj się z nią. 12. Rób z nią zdjęcia. 13. Pozwól jej siadać na kolanach. 14. Kiedy powie że to ona kocha cię najbardziej nie zgódź się z tym. 15. Całuj ją niespodziewanie. 16. Przytulaj ją od tyłu w talii. 17. Mów jej że jest piękna. 18. Mów co do niej czujesz. 19. Otwieraj przed nią drzwi. 20. Mów jej że jest dla ciebie wszystkim. 21. Jeśli wydaje ci się że coś jest nie tak po prostu ją przytul. 22. Rób tak aby czuła się kochana. 23. Pocałuj ją przy innych dziewczynach. 24. Nie okłamuj jej. 25. Zabieraj ją wszędzie gdzie tylko chce. 26. Nie oszukuj jej. 27. Gdy jesteście sami przytul ją i zacznij całować. 28. Całuj ją w policzek. 29. Całuj ją w szyję. 30. Patrz jej głęboko w oczy i mów że ją kochasz. 31. Połóż się z nią pod gwiazdami i pozwól jej położyć głowę na twojej klatce piersiowej dzięki czemu będziesz mogła ją przytulić. 32. Podczas spaceru trzymaj ją za rękę. 33. Obejmuj ją tak długo jak to możliwe. 34. Ocieraj jej łzy kiedy płacze. 35. Zabieraj ją na długie spacery w nocy. 36. Zawsze przypominaj jej jak bardzo ją kochasz. 37. Powiedz jej że ją kochasz i pocałuj ją. 38. Dotykaj jej pleców. 39. Trzymaj ją za rękę w miejscach publicznych. 40. Rozmawiaj z nią o wszystkim. 41. Odgarniaj jej włosy z twarzy i całuj ją delikatnie. 42. Nieoczekiwanie podejdź do niej i przytul ją. 43. Całuj ją w deszczu. 44. Tańcz z nią przy wolnej muzyce. 45. Kochaj ją i przytulaj ją.
piątek, 14 lutego 2014
Hah, to zabawne, właśnie zobaczyłam na facebooku piętnastoletniej koleżanki post "100 lajków i rzucam palenie". Nie wiem, czy rozbawi to Was tak jak mnie, ale nie rozumiem co dzieje się z tym światem, oceniając na podstawie zachowań niektórych nastolatek. Sama zawsze wdaję się w dyskusje, np. gdy ludzie uważają, że trzeba z góry skreślać osoby poniżej 16 czy 17 roku życia, bo są niedojrzałe, co za zwyczaj "widzą na załączonym obrazku", chociaż to co widzą to zaledwie 0,00001% zachowań ludzi, choć zawsze ta 1/100000 jest niedojrzała, co jednak mylnie nazywane jest większością.
Zostając w temacie internetu dzisiaj dyskutowałam pod postem w pewnej grupie facebookowej. Grupa ta przewidywała zbieranie w niej kobiet homo- i bisekualnych. Chciały one jednak zadecydować o wyrzuceniu z grupy dziewczyn/kobiet poniżej 16/17 roku życia gdyż ponoć pisały one nieciekawe i powtarzające się posty. Zwróciłam uwagę, że przecież owe posty piszą kobiety z różnych grup wiekowych, tak samo czternastolatki jak i trzydziestolatki - z czym uczestniczki rozmowy zgadzały się, ale nadal chciały wyrzucić z grupy wszystkie bez wyjątku czternasto-, piętnasto-, szesnastolatki, choćby były dojrzałe, inteligentne i miały swoje do powiedzenia. Dlaczego? Bo tak. Bo są niedojrzałe. Na tłumaczenie, że stracą fajnych ludzi z pomysłami, swoim zdaniem i ciekawymi rzeczami do przekazania pisały, że przecież jest wiele innych grup o tej samej tematyce, i niech te dziewczyny idą tam.
Ile w tym logiki? Moim zdaniem zero. Wyrzucanie z grupy bez żadnego powodu fajnych ludzi, to jak wyrzucić ze szkoły najlepszych uczniów, bo tak. Nie wiem czy chcę rozumieć dlaczego chcą/chciały to zrobić. Po tym jak jedna z dziewczyn (raczej niepopierająca żadnej ze stron) zauważyła, że przez to zamieszanie z grupy odeszło ponad 50 osób (mało?) dziewczyny (dalej broniące tezy o prawidłowości pomysłu wyrzucaniu ludzi bez powodu) stwierdziły "co z tego?". Czekam aż zostaną w grupie same i będą narzekać na pustki. Nie dodałam jeszcze najważniejszej rzeczy - zaproponowałam na wstępie, że lepszy byłby sposób wyrzucania za przewinienia. Tzn. głupi post = wylot, moim zdaniem to naprawdę rozsądne, na pewno rozsądniejsze od ich propozycji.
Nie chcę wnikać w psychikę kobiet opisanych wyżej, ja z grupy odeszłam i zostawiłam je same z problemami. Nie wiem co z tego wyniknie, bo, co lepsze i dość istotne, dyskutujące o tym nie miały praw do żadnych zmian w grupie, wyrzucania ludzi i tak dalej. Z lekka żal zarządzającej osoby, bo możliwe, że ma odmienne zdanie, ale ja stwierdziłam, że z takimi ludźmi to i na siłę nie zamierzam rozmawiać, a chyba o to chodzi gdy zrzesza się ludzi z podobnym widokiem na świat.
PS. Coś co jeszcze mnie rozśmieszyło to to, że homoseksualistki - skreślane w wielu miejscach w Polsce i na świecie - same skreśliły młodsze dziewczyny, choć często to właśnie owe homoseksualistki próbują dowieść, że każdy jest równy. Niech żyje logika i sprawiedliwość!
Zostając w temacie internetu dzisiaj dyskutowałam pod postem w pewnej grupie facebookowej. Grupa ta przewidywała zbieranie w niej kobiet homo- i bisekualnych. Chciały one jednak zadecydować o wyrzuceniu z grupy dziewczyn/kobiet poniżej 16/17 roku życia gdyż ponoć pisały one nieciekawe i powtarzające się posty. Zwróciłam uwagę, że przecież owe posty piszą kobiety z różnych grup wiekowych, tak samo czternastolatki jak i trzydziestolatki - z czym uczestniczki rozmowy zgadzały się, ale nadal chciały wyrzucić z grupy wszystkie bez wyjątku czternasto-, piętnasto-, szesnastolatki, choćby były dojrzałe, inteligentne i miały swoje do powiedzenia. Dlaczego? Bo tak. Bo są niedojrzałe. Na tłumaczenie, że stracą fajnych ludzi z pomysłami, swoim zdaniem i ciekawymi rzeczami do przekazania pisały, że przecież jest wiele innych grup o tej samej tematyce, i niech te dziewczyny idą tam.
Ile w tym logiki? Moim zdaniem zero. Wyrzucanie z grupy bez żadnego powodu fajnych ludzi, to jak wyrzucić ze szkoły najlepszych uczniów, bo tak. Nie wiem czy chcę rozumieć dlaczego chcą/chciały to zrobić. Po tym jak jedna z dziewczyn (raczej niepopierająca żadnej ze stron) zauważyła, że przez to zamieszanie z grupy odeszło ponad 50 osób (mało?) dziewczyny (dalej broniące tezy o prawidłowości pomysłu wyrzucaniu ludzi bez powodu) stwierdziły "co z tego?". Czekam aż zostaną w grupie same i będą narzekać na pustki. Nie dodałam jeszcze najważniejszej rzeczy - zaproponowałam na wstępie, że lepszy byłby sposób wyrzucania za przewinienia. Tzn. głupi post = wylot, moim zdaniem to naprawdę rozsądne, na pewno rozsądniejsze od ich propozycji.
Nie chcę wnikać w psychikę kobiet opisanych wyżej, ja z grupy odeszłam i zostawiłam je same z problemami. Nie wiem co z tego wyniknie, bo, co lepsze i dość istotne, dyskutujące o tym nie miały praw do żadnych zmian w grupie, wyrzucania ludzi i tak dalej. Z lekka żal zarządzającej osoby, bo możliwe, że ma odmienne zdanie, ale ja stwierdziłam, że z takimi ludźmi to i na siłę nie zamierzam rozmawiać, a chyba o to chodzi gdy zrzesza się ludzi z podobnym widokiem na świat.
PS. Coś co jeszcze mnie rozśmieszyło to to, że homoseksualistki - skreślane w wielu miejscach w Polsce i na świecie - same skreśliły młodsze dziewczyny, choć często to właśnie owe homoseksualistki próbują dowieść, że każdy jest równy. Niech żyje logika i sprawiedliwość!
wtorek, 28 stycznia 2014
piątek, 3 stycznia 2014
To śmieszne. Nienawidzę ludzi. Szczerze, z całego pierdolonego serca nienawidzę.
Boję się. Cholernie się boję. Że nie wyjdzie ze szpitala. Boję się, nieustające łzy wcale w tym nie pomagają. Boję się, po prostu.
Czemu nienawidzę ludzi? Heh. A jak reagują na wieść o tym, że nie chcę rozmawiać/spotkać się/cokolwiek innego, bo jest mi przykro, smutno, niedobrze? Wyśmiewają mnie.
Kilka pieprzonych, pustych, nic nieznaczących słów. A boli mnie to jak cholera.
Nie lubię się nad sobą rozczulać. Ale ludzie są tak cholernymi skurwysynami.
Boję się. Cholernie się boję. Że nie wyjdzie ze szpitala. Boję się, nieustające łzy wcale w tym nie pomagają. Boję się, po prostu.
Czemu nienawidzę ludzi? Heh. A jak reagują na wieść o tym, że nie chcę rozmawiać/spotkać się/cokolwiek innego, bo jest mi przykro, smutno, niedobrze? Wyśmiewają mnie.
"Kolejna zraniona małolata która nie zna życia".Oczywiście. Niczego nie rozumiem, nie znam życia, pewnie rzucił mnie chłopak... Otóż nie.
Kilka pieprzonych, pustych, nic nieznaczących słów. A boli mnie to jak cholera.
Nie lubię się nad sobą rozczulać. Ale ludzie są tak cholernymi skurwysynami.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Długo zabierałam się do tego posta. Chcę przedstawić mój stan, bardziej chyba zdrowotny niż psychiczny.
Często gdy kompletnie załamana i bezsilna zwracam się do kogoś(rzadko kiedy to bywa, bo szczerze mówiąc nawet nie mam do kogo), ta osoba mówi "daj z siebie wszystko". Wtedy mój smutek zmienia się w zdenerwowanie. Po kolejnych zdaniach w furię. Powód jest prosty. Nie lubię jak ktoś każe mi robić coś co już robię.
Jestem osobą która ma częsty problem z normalnymi, życiowymi czynnościami. Z wstaniem z łóżka. Z wyjściem na spacer, czy też do sklepu. Nieraz nawet z jedzeniem. Gdy próbuję zrobić coś bardziej twórczego, czy też miłego dla kogoś, próbuję być uprzejma i pomagam komuś. Wiadomo, często nie wychodzi. Proszę wtedy kogoś o pomoc. Ale jedynie słowną, nie chcę, żeby ktoś za mnie rysował, przecież to nie ma sensu. Wtedy zazwyczaj nawet nie liczę na to, że owa osoba powie coś sensownego, co mi pomoże. Ale gdy zaczyna pisać "po prostu daj z siebie wszystko to się uda"... Cholera mnie bierze. No niestety, daję z siebie wszystko i jednak się nie udaje. Wtedy nawet nie chce mi się tej osobie tej rzeczy tłumaczyć.
To dla mnie trudne, bo wtedy czuję się gorsza.
Tak, wiem, to nie jest normalne, że problem sprawia mi wstanie z łóżka. I nie mówię tu o zmęczeniu, bo za zwyczaj wtedy od godziny leżę i nie śpię mimo wszystko. Według lekarza to objawy mojej choroby, mam niedoczynność tarczycy i faktycznie, nie powinnam dłużej stać bo mdleję(problem sprawia mi to w normalnych życiowych czynnościach faktycznie, nie mogę w spokoju ustać na szkolnym apelu czy poczekać ze znajomymi na tramwaj), biegać za bardzo też nie... ale bez przesady, błagam. To nie to.
Pis jou. I tak nikt tego nie przeczyta.
Często gdy kompletnie załamana i bezsilna zwracam się do kogoś(rzadko kiedy to bywa, bo szczerze mówiąc nawet nie mam do kogo), ta osoba mówi "daj z siebie wszystko". Wtedy mój smutek zmienia się w zdenerwowanie. Po kolejnych zdaniach w furię. Powód jest prosty. Nie lubię jak ktoś każe mi robić coś co już robię.
Jestem osobą która ma częsty problem z normalnymi, życiowymi czynnościami. Z wstaniem z łóżka. Z wyjściem na spacer, czy też do sklepu. Nieraz nawet z jedzeniem. Gdy próbuję zrobić coś bardziej twórczego, czy też miłego dla kogoś, próbuję być uprzejma i pomagam komuś. Wiadomo, często nie wychodzi. Proszę wtedy kogoś o pomoc. Ale jedynie słowną, nie chcę, żeby ktoś za mnie rysował, przecież to nie ma sensu. Wtedy zazwyczaj nawet nie liczę na to, że owa osoba powie coś sensownego, co mi pomoże. Ale gdy zaczyna pisać "po prostu daj z siebie wszystko to się uda"... Cholera mnie bierze. No niestety, daję z siebie wszystko i jednak się nie udaje. Wtedy nawet nie chce mi się tej osobie tej rzeczy tłumaczyć.
To dla mnie trudne, bo wtedy czuję się gorsza.
Tak, wiem, to nie jest normalne, że problem sprawia mi wstanie z łóżka. I nie mówię tu o zmęczeniu, bo za zwyczaj wtedy od godziny leżę i nie śpię mimo wszystko. Według lekarza to objawy mojej choroby, mam niedoczynność tarczycy i faktycznie, nie powinnam dłużej stać bo mdleję(problem sprawia mi to w normalnych życiowych czynnościach faktycznie, nie mogę w spokoju ustać na szkolnym apelu czy poczekać ze znajomymi na tramwaj), biegać za bardzo też nie... ale bez przesady, błagam. To nie to.
Pis jou. I tak nikt tego nie przeczyta.
piątek, 26 lipca 2013
Nooo.
To tak. Byłam nad morzem. Żałuję, że pojechałam, chociaż od początku nie chciałam jechać, no niestety musiałam. Morze ładne, ale przecież ja się nawet nie opalam. Pół tygodnia było zimno. Rozumiecie to? W jeden dzień, w którym było skrajnie zimno miałam na sobie 2 pary spodni i 3 bluzy, w porywach do 4. Poważnie. No ale cóż. Ja tam wolę, jak jest zimno, niż jak jest gorąco. Tylko reszta osób z którymi byłam (aż 7 osób) narzekała i nikt nie miał humoru. Byłam w Dźwirzynie i 2 razy pojechaliśmy do Mrzeżyna. Szkoda, że nic a nic nie schudłam, chociaż szczerze mówiąc jadłam tam czasem więcej niż w domu. Co nie zmienia faktu, że były to tylko 2 posiłki dziennie. A niby powinno być 5? Mniejsza z tym, w domu czasem jem mniej, bo nie lubię jeść. Wiecie co jest lepsze? Że nadal ważę za dużo. Znaczy nie za dużo, ale wagę mam w normie. Przy górnej granicy. Śmiesznie, nie?
wtorek, 9 lipca 2013
Nudzę się.
Tak, z nudów napiszę 5 raczej mało ważnych faktów o mnie. Pierdolę to, że nikogo to nie obchodzi.
1. Nie rozumiem pozerów, lanserów, hejterów(ale tych głupich) i tego typu innych ludzi.
2. Mam 170cm i chciałabym być wyższa.
3. Jestem straszną bałaganiarą i sprzątam dopiero gdy nie da się normalnie funkcjonować np. przy biurku.
4. Płaczę przy dźwiękach pianina. Po prostu płaczę, dosłownie.
5. Kocham książki.
Siems.
1. Nie rozumiem pozerów, lanserów, hejterów(ale tych głupich) i tego typu innych ludzi.
2. Mam 170cm i chciałabym być wyższa.
3. Jestem straszną bałaganiarą i sprzątam dopiero gdy nie da się normalnie funkcjonować np. przy biurku.
4. Płaczę przy dźwiękach pianina. Po prostu płaczę, dosłownie.
5. Kocham książki.
Siems.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Bo chcę.
Skoro już znalazł się temat to pierdolę to, że i tak nikt tego nie przeczyta i napiszę to i tak.
A więc opiszę jedną z najbardziej wkurwiających sytuacji. Po co ludzie wypowiadają się na tematy o których chuj wiedzą?
Mam na myśli na przykład kłótnie pań z panami na temat tego co bardziej boli - okres(czy też poród) czy kop w genitalia. Przecież nie ma nikogo kto przeżyłby obie te rzeczy, PO CHUJ PRÓBUJĄ TO PORÓWNAĆ? To bez sensu, serio.
Albo kobiety które mówią, że faceci nie mają uczuć i można ich zmieniać jak rękawiczki - tu się nawet nie wypowiem.
To samo tyczy się mężczyzn którzy traktują kobiety jak dziwki bo tylko takie mieli - gratuluję wyboru i zapraszam do mojej niszczarki dla debili - wchodzisz i nie żyjesz, nieziemsko łatwe.
Pozdrawiam niemiło - ja.
A więc opiszę jedną z najbardziej wkurwiających sytuacji. Po co ludzie wypowiadają się na tematy o których chuj wiedzą?
Mam na myśli na przykład kłótnie pań z panami na temat tego co bardziej boli - okres(czy też poród) czy kop w genitalia. Przecież nie ma nikogo kto przeżyłby obie te rzeczy, PO CHUJ PRÓBUJĄ TO PORÓWNAĆ? To bez sensu, serio.
Albo kobiety które mówią, że faceci nie mają uczuć i można ich zmieniać jak rękawiczki - tu się nawet nie wypowiem.
To samo tyczy się mężczyzn którzy traktują kobiety jak dziwki bo tylko takie mieli - gratuluję wyboru i zapraszam do mojej niszczarki dla debili - wchodzisz i nie żyjesz, nieziemsko łatwe.
Pozdrawiam niemiło - ja.
...
Właśnie zdałam sobie sprawę, że są wakacje. Po czterech dniach bez wychodzenia z domu. Po czterech dniach zastanawiania się nad sensem życia. Cztery dni bez makijażu, bez ukrywania się przed ludźmi. No, fajnie. Dzisiaj wyszłam z domu z jedyną znajomą. Mam też chłopaka, ale niestety mieszka daleko. Zresztą co za różnica. Przetestowałam nowy plac zabaw, to chyba urocze, że mimo swojego wieku nadal jara mnie taka zabawa, przecież moje rówieśniczki zabawę znajdują w łóżku z losowym chłopakiem z imprezy. No ale jak kto woli, każdy ma swoje upodobania.
niedziela, 30 czerwca 2013
"Pani z pewnością go kocha! Pani strach, obawy i trwoga to nic innego, jak miłość…i to z tych najczulszych miłości! Ten rodzaj miłości, której się nie wyznaje. Ta sprawiająca, gdy się o niej mówi, dreszcze…"
Nie wiem co miałabym tu pisać, serio. Nie chodzi się już do szkoły, nie wychodzę z domu, nic nie robię. No, tak w sumie to nie żyję, ale nie wiem po co miałabym żyć, lol. Grałam sobie dzisiaj w Skyrima i Isaaca, nic ciekawego nie udało mi się dzisiaj zrobić, nic nie jadłam(tylko śniadanie, a to było 9 - 10 godzin temu), więc nawet jedzeniem się nie pochwalę. No cóż! To nic!
sobota, 29 czerwca 2013
Bo mogę, kurwa.
Małe zmiany na blogu które opisuję właściwie dla siebie, bo blog istnieje pierwszy dzień i nikt o nim nie wie. No ale jak kto woli, nie?
---> Tam, po prawej stronie pojawiła się mini-galeria rzeczy znalezionych gdzieś w zakamarkach folderów na pulpicie. Zdjęcia absolutnie nie są moje, jednakże nie znam autorów więc nie mogę ich wypisać.
---> Także tam po prawej poznikały niepotrzebne widgety przedstawiające mnie i archiwum bloga - czyli jakieś niepotrzebne bzdety.
+ Zastanawiałam się czy dodawać w przyszłości moje fotky na bloga - doszłam do wniosku, że chyba mnie pojebało.
Pozdrawiam siebie bo nie mam kogo.
---> Tam, po prawej stronie pojawiła się mini-galeria rzeczy znalezionych gdzieś w zakamarkach folderów na pulpicie. Zdjęcia absolutnie nie są moje, jednakże nie znam autorów więc nie mogę ich wypisać.
---> Także tam po prawej poznikały niepotrzebne widgety przedstawiające mnie i archiwum bloga - czyli jakieś niepotrzebne bzdety.
+ Zastanawiałam się czy dodawać w przyszłości moje fotky na bloga - doszłam do wniosku, że chyba mnie pojebało.
Pozdrawiam siebie bo nie mam kogo.
Bo mogę.
Przedstawiam kolejną szarą nastolatkę. Nic interesującego. Przejdźmy więc dalej.
Ów szara nastolatka ma dziwne poglądy na wszystko co robi. Nie wykonuje żadnych czynności by się uszczęśliwić(możliwe, że dlatego, że żadne jej nie uszczęśliwiają). Zawsze tłumaczy wykonywane czynności krótkimi słowami - "bo mogę", "bo tak", "bo lubię".
Tak przedstawiłam siebie, witam, hej, siemka, cześć. Nie, nie jestem emo nastką która tnie się tępymi żyletkami i się tym zachwyca. Tfu, w ogóle nie jestem żadną emo nastką. Jestem takim sobie szarym człowiekiem ze zdiagnozowaną depresją(ciekawe na jakiej podstawie?) i lekkim podejściem do życia. Uważam, że do depresji mi raczej daleko, szkoda, że inni tak nie uważają. No cóż, przejdźmy do sedna sprawy - piszę to bo mogę. Chyba nie powinnam się opisywać bo sensu w tym nie widzę. Po co Wam moje zainteresowania, ulubione kolory, kolor oczu? Serio, po co? Myślę, że jeśli po chwili mi się ten blog nie znudzi, to kiedyś się tego dowiecie. Ale znudzi się. Ot co. Zawsze się nudzą. Jestem niespełnioną bloggerką. Bywa.
No to hej. Do kiedyśtam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

